Case study

Sushi Wola

Sushi Wola

Jedna z klientek podesłała mi informację, że została zablokowana za zwrócenie uwagi, że jakość produktów już nie taka jak kiedyś, natomiast jej komentarz został usunięty. Ruszyła więc z krucjatą, by wyrazić swoje niezadowolenie z tych praktyk. O tym, co dalej i dlaczego włosy mi się zjeżyły na głowie po przejrzeniu tego fanpage przeczytacie w moimi mini case study pełnym screenów.

Na fanpage Sushi Wola pojawił się wpis z konta chłopaka naszej bohaterki. Krótka wymiana zdań nakierowała markę restauracji na informację, o kogo chodzi. Co więc w takiej sytuacji robi Sushi Wola? Wchodzi na fanpage prowadzony przez zbanowaną klientkę i jej chłopaka i komentuje zdjęcie.

Zaciekawiona postanowiłam zajrzeć na profil, żeby zobaczyć całą dyskusję. Trafiłam jednak na trochę inne ciekawostki…

Spam w minutę, czyli Sushi Wola chce wszystko na raz

Odkryłam nowy sposób na promowanie marki – wklejanie 5 postów na raz. Biorąc pod uwagę, że prawie każdy zawiera kilka zdjęć, a Facebook potrafi publikować zdjęcia osobno oraz jako jeden post – istnieje szansa, że profil może naprawdę nieźle zaspamować klientów. Ale to nie wszystko. Zaczęłam przewijać wstecz…

Sushi Wola i Kotęłkę

Zawsze żartowałam z umieszczania kotków w komunikacji na fanpage, ale nie zdarzyło mi się jeszcze trafić na stronę, która praktycznie codziennie publikuje treści z kotem – co więcej kompletnie nie nawiązując do przedmiotu biznesu.

Czy taka strategia ma sens?

Wydawać by się mogło, że przy prawie 54 tys. polubień i przy regularnych dostawach kolejnych kotków profil powinien kwitnąć, a Sushi Wola być jedną z najpopularniejszych w mieście.

Tak oczywiście nie jest. Posty produktowe nie wzbudzają takiego szału:

screenshot-www.facebook.com 2015-02-06 16-04-37

 

Pomijam za długie posty, bez jakiegokolwiek pomysłu.

Zaciekawiona ilością podzieleń się (udostępnień) pod zdjęciami kotów – ja wiem, że kotki urocze i w ogóle, ale bez przesady – zaczęłam zaglądać na profile osób, które angażują się na stronie. Nie czułam się zaskoczona, kiedy zobaczyłam, że część z nich to po prostu fejki – sztuczne profile wygenerowane do podbijania statystyk:

screenshot-www.facebook.com 2015-02-06 15-53-36

Zajrzałam również do internetu, by poszukać miejsc, gdzie właściciele nie mogli tak łatwo zafałszować obrazu swojego lokalu.

Google – niecałe 50 recenzji, dużo strasznie zachwalających

screenshot-www.google.pl 2015-02-09 00-57-45Nie muszę mówić, że recenzje na 5 gwiazdek wystawiają profile, które nie mają żadnej historii, żadnych znajomych i to ich jedyna recenzja, bo to dość oczywiste, prawda?

screenshot-plus.google.com 2015-02-09 00-57-08 screenshot-plus.google.com 2015-02-09 00-57-22

Grzebię więc dalej. Na Yelpie dla Sushi Wola już tak ładnie nie jest – jest więc tylko jedna rekomendacja od sztucznego konta. Nawet Yelp wie, że to fejk.

screenshot-www.yelp.com 2015-02-09 00-52-06Zaglądam na profil o Sushi Wola na Zomato i zaczyna mi się rozjaśniać:

screenshot-www.zomato.com 2015-02-09 00-51-47

Oceny na portalu raczej miażdżące – niezgodne z obietnicami, nieświeże, długo się czeka, traktują klientów przedmiotowo – za krytykę kasują komentarz i ban, na co zwraca uwagę jedna z osób w swojej recenzji.

Są oczywiście pozytywne wpisy.

Zadziwia mnie, że ktoś świadomie nie tylko stosuje nieetyczne zachowania – generowanie nieprawdziwych opinii, cenzura, kupowanie fanów i zaangażowania – stosuje działania wbrew logice – gdyby kotki były takie wspaniałe w sprzedaży wszyscy by je stosowali, również w reklamach tradycyjnych . Przede wszystkim jednak Sushi Wola stosuje działania niezgodne z prawem. W ustawie o nieuczciwej konkurencji czytamy:

10959374_883588898364776_7254090020659140989_n

Nie mam pojęcia jaka jest jakość jedzenia, wystrój czy obsługa Sushi Wola. Wiem natomiast, że stosują naprawdę złe przykłady marketingu w social media i dlatego piętnuję ich za działania. Mam cichą, może naiwną, nadzieję, że Sushi Wola zmieni jednak kierunek działań i zajmie się prawdziwym budowaniem relacji, a nie fejkami i kotkami.

[orbit_features animate=”in_from_center” icon=”fa-shopping-cart” icon_color=”#d3565a” icon_color_hover=”#ffffff” border_width=”2px” border_color=”#a2dce2″ bg_color=”#ffffff” bg_color_hover=”#a2dce2″]

Model EEIA

Zadaniem Twojego fanpage jest realizowanie celu biznesowego: sprzedaży, budowania wizerunku, obsługi klienta. Nie osiąga się tego przez fejk konta, koteczki i posty marnej jakości.[/orbit_features][orbit_features animate=”in_from_center” icon=”fa-gavel” icon_color=”#d3565a” icon_color_hover=”#ffffff” border_width=”2px” border_color=”#a2dce2″ bg_color=”#ffffff” bg_color_hover=”#a2dce2″]

Etyka i prawo

Pamiętaj, że kupowanie recenzji, generowanie nieprawdziwych opinii i wiele innych podobnych praktyk to nie tylko działania nieetyczne, ale również nielegalne; możesz za nie zostać ukarany/a.[/orbit_features][orbit_features animate=”in_from_center” icon=”fa-group” icon_color=”#d3565a” icon_color_hover=”#ffffff” border_width=”2px” border_color=”#a2dce2″ bg_color=”#ffffff” bg_color_hover=”#a2dce2″]

Szanuj klientów

Traktowanie klientów jak debili, którzy uwierzą w same pozytywne recenzje, opinie z nieaktywnych kont albo jako ludzi, którzy postanowią kupić sushi, bo zobaczą zdjęcie kotka na profilu, to strasznie przykra praktyka.

Traktuj swoich klientów tak, jak sam chcesz być traktowany/a.[/orbit_features][orbit_features animate=”in_from_center” icon=”fa-shield” icon_color=”#d3565a” icon_color_hover=”#ffffff” border_width=”2px” border_color=”#a2dce2″ bg_color=”#ffffff” bg_color_hover=”#a2dce2″]

Krytykę bierz na klatę

Reagowanie na negatywne komentarze to umiejętność, której można się nauczyć. Nie wymaga niczego niesamowitego, poza poczuciem, że zła opinia pomaga Ci być lepszym. Gorzej, kiedy mamy negatywny wizerunek – wtedy musimy starać się go odbudować. Kasowanie postów od osób, które nie są zadowolone to prosta droga do problemów.[/orbit_features]

40 komentarzy

Click here to post a comment

  • Dodam, że przez negatywne opinie właściciele usunęli już profil restauracji na Zomato. Pozytywne pisały tylko osoby z jedną recenzją, na dodatek wszyscy się znali (można to było sprawdzić na portalu społecznościowym). Pozdrawiamy

  • Ja tam dość często zamawiam i razem z znajomymi którzy też to jedli z dań jesteśmy zadowoleni – są „sosiaste” jak mawiali w „Jak poznałem Waszą matkę” :). Bezkonkurencyjni cenowo. Minus to czas oczekiwania – standardowo trzeba się nastawić na 2 godziny. Ale w porównaniu z innymi dowożonymi sushi to szczerze mogę polecić – pamiętając, że dają ciągle gratisy, które dodatkowo powiększają zestawy.

    A co do ich profilu to podzielę się wspomnieniem o gównoburzy jaką mieli 2 lata temu podczas sylwestra – zamówienia opóźnione o 2-4 godzin (co daje 4-6 godzin oczekiwania!!). Na profilu hejt – i co? Profil był niedostępny przez kilka dni. Szczerze mówiąc nie wiem czy jest możliwość takiego „zamrożenia” profilu żeby go nie można było znaleźć. Odczekanie fali gówna i powrót (chyba ze 2 tygodnie) – kilkanaście tysięcy fanów (dlatego nie wydawało mi się żeby to był nowy, ale fakt, mogły to być kupione konta, nie sprawdzałem).

    Wydaje mi się, że od tego czasu prowadzą dość bezwzględną strategię – trochę tak jak opisałaś, podoba się – pisz, nie podoba się? – wyp…. Bez żadnych sentymentów. I działają od ponad 2 lat (może i 3) – czas oczekiwania co raz dłuższy a moi znajomi spod Warszawy zaczynają dopytywać o lokal. Pitu Pitu o uczciwej konwersacji z klientami można włożyć między bajki. Ma się podobać, ma być ładnie. I wszyscy którzy tam wchodzą i którym się wydaje, że na facebook-u to jest tak miło, że ze sobą rozmawiamy, jak coś się nie podoba to szanujemy wzajemne opinię a kasowanie postów to zbrodnia wierzą, że Suhi Wola jest dobra! Bo nie widzą tam skarg, tylko pochwały i do głowy im nie przyjdzie, że negatywy są kasowane! Tadam!

    To znaczy, że taka strategia ekonomicznie i częściowo wizerunkowo działa. Ryzyko: że ktoś taki jak Ty albo inni ciekawscy zacznie to sprawdzać i publikować. Ale dopóki takie informacje będą się przewijały przez profile ludzi od SM jako jakiś tam przykład złych praktyk i nie trafią do ogółu to szczerze mówiąc, będzie im to zwisać. Szczególnie jeśli będą zyski (a widać, że są).

    Bo jedno trzeba podkreślić. Produkt mają w miarę dobry (jak na warunki Warszawy uważam nawet, że jeden z najlepszych!), dlatego mogą sobie pozwolić na taką grę. Czy byłaby ona równie skuteczna jakby produkt był zły? Nie, bo na naciąganiu można zarabiać krótko, ludzie by nie wracali do nich i nie polecali znajomym (a np. jak u mnie jest siostra narzeczonej to zawsze zamawiamy Sushi Wola, bo tak lubi).

    Na koniec jestem wyjątkowo rozczarowany – nie wiesz dlaczego kot? Sorry, ale jak pierwszy raz dawali tam koty (nie były one widoczne na stronie od zawsze, tylko jakieś pół roku temu) to od razu mi pasowały – Kot lubi ryby, a sushi jest z ryb. Co prawda kiedyś te koty na zdjęciach miały dużo więcej wspólnego z knajpką (jakiś kot z rybą albo inny stylizowany), ale jednak. A dziś – spójrz sama, kot ma 800-900 lajków, 100 udostępnień, a informacja o promocji? 50-10. Koty napędzają ruch.

    Pozdrawiam

    • dzięki za komentarz 🙂
      tak, można „zawiesić” profil – opublikować go, a potem opublikować na nowo.

      DeKa, a teraz wyobraź sobie, że zamiast kasowania jest dobre zarządzanie: przeprosiny, ogarnianie, przyjmowanie krytyki – nie sądzisz, że ich zyski jeszcze bardziej urosną? Jak ktoś zobaczy negatyw, ale dobrze ogarnięty to jeszcze chętniej wypróbuje lokal, a nawet jak coś pójdzie nie tak – pomyśli, że spoko, bo zaraz to ogarną.

      Koty nie napędzają ruchu. Są lubiane często przez fejki, to raz. Dwa, zwiększają zasięg skokowo, co wbrew pozorom nie zwiększa za bardzo zasięgu pozostałym postom (Facebook promuje autorów z angażującymi treściami, a nie jak jest jeden na 7 postów z lajkami). Trzy – biznesowo się to nie przekłada – widzę kota na koniu i nie myślę sushi i nie nabieram ochoty na zakup.
      Nie twierdzę, że nie można w ogóle wrzucać kotów – raz na jakiś czas dobry kot nie jest zły 😉 ale codzienne wrzucanie kotów, które kompletnie nie mają nic wspólnego z marką to po prostu spamerstwo.
      Myślisz sobie – ale fajowy lokal, bo wrzucają słodkie kotki? Polubisz ten fanpage, żeby dostać codziennie kotka? Czy czekasz na promocje i info o sushi i raczej Ci ślinka pocieknie jak zobaczysz fajne rolki?

      • Super, nie wiedziałem z tym profilem.
        Właśnie przeglądam ich profil i są tam również uwagi krytyczne załatwione właśnie tak jak piszesz – atencja, empatia i uśmiech. Sprawdzałem kto pisze i nie trafiłem na podejrzany profil. Tam na prawdę jest dużo pozytywnych treści. Czy i na jaką skalę są kasowane negatywne posty – oprócz jednego tematu i opisanego przeze mnie przypadku sprzed 2 lat, po prostu nie wiemy. Być może są ukrywane. Osoba myśli, że jej opinia wisi, a reszta ludzi jej nie widzi. Ja nie miałbym odwagi tak zadziałać. Za duże ryzyko wpadki, ale jeśli „góra” wie i się zgodziła to można tak działać.
        Ale nawet w podanym przez Ciebie przykładzie odpowiedź SW jest elegancka (wejście na czyjś profil już nie i tego nie rozumiem).
        Przeszukiwałem też internet i przyznam szczerze, że nie znalazłem jakieś dużej ilości złych opinii. A te które były dotyczyły: a) kiepska obsługa w lokalu – i tutaj wierze, bo widać, że oni są nastawieni na dowóz do domów i szczerze to nie wiem po co mają te miejsca u siebie (raz wpadłem to czas oczekiwania mi dali godzinę :/ ), b) długi czas oczekiwania (zasadniczo w dowozie) – o tym uprzedzają i odnoszę wrażenie (również z konwersacji pod jedną z skarg), że sami cisną kierowców, żeby informowali o spóźnieniach itd.

        Jestem ciekaw czy Twój wpis wywoła jakąś reakcje, rozprzestrzenienie się i wówczas mogą mieć kryzys. Inaczej nie sądzę.

        Generalnie od dawna ciekawi mnie ich profil i wyniki jakie osiągają (tzn. chciałbym wiedzieć jak to się przekłada na ich markę). Mam wrażenie, że pomimo – spamowania, wycinania części komentarzy idzie im dobrze, ale jest to w dużej mierze zasługa dobrego produktu (dobrego w zestawieniu jakość – cena i w mojej opinii 🙂 ).

        Co do kotów. Wytworzenie wartościowego contentu kosztuje – głównie czas. Kot się sprzedaje – raz lepiej, raz gorzej. Piszesz, że tworzą zasięg skokowo – ok, ale jeśli ten skok jest codziennie to już coś. A jeśli ludzie lubią lajkować koty i lajkują te z SW to sam FB zacznie im pokazywać coraz więcej postów z SW w tym również tych produktowych. Wydaje mi się, że trochę nie doceniasz ludzkiego infantylizmu – ludzie lubią koty i już. Ludzie co raz częściej „oszczędniej” i bardziej „snobistycznie” lajkują posty marek (takie mam wrażenie – taki bunt przeciwko reklamie) a kota zalajkują (szczególnie, że SW to nie Coca Cola i ludzie nie czują, że ktoś ich znowu łapie na jakiś komercyjny haczyk).
        Post z kotem – 1 minuta i gotowe (a już te ostatnie opisy są tylko pod #facepalm, ale działa). Post z dobrym contentem to może być kilkadziesiąt minut, a jak potrzeba czyjeś pomocy, zdjęcia, grafika czy cokolwiek to może trwać i godzinę (a z akceptacją…), a wynik? Porównywalny z kotem (tak sądzę).

        A statystycznie – 1 wpis na 4-5 z kotem to daje 15-20% treści mocno angażującej (lajki, komentarze, udostępnienia), pozostałe wpisy też nie zostają bez echa (od 30/50 do 150-200 lajków). Więc z samego ruchu na stronie może wynikać, że ich wpisy (nawet kot-owe) są angażujące.

        A tak z innej strony to jest gdzieś opis jak Facebook sprawdza „jakość” wpisów, ich angażowanie? Zrobił ktoś jakieś badanie, testy, że wpisy ciekawsze nad którymi bardziej popracowaliśmy są lepiej pozycjonowane niż kotek albo inny durny rysunek z infantylnym opisem?

        Pozdrawiam serdecznie,

        • Nie twierdzę, że mają fatalne jedzenie czy że kasują wszystkie komentarze – znam niejeden przypadek, że ktoś napisał coś negatywnego i było ukrywane lub kasowane zamiast zarządzane i liczba negatywów w miejscach gdzie firma nie może kasować jest większa niż na kanałach, nad którymi mają kontrolę.
          Ich odpowiedź nie jest dobra – nie można się zasłaniać, że to może osoba obsługująca skasowała i zablokowała, a my jesteśmy tacy fajni i byśmy tego nigdy nie zrobili.

          Znalazłam też część opinii, że tanie składniki, że ludziom nie smakowało – standard. Bo nie ma lokalu, w którym wszystko, wszystkim by smakowało i nie ma w tym nic złego.

          Nie chcę im robić kryzysu – chciałam pokazać i nauczyć innych jak i dlaczego nie robić.

          Nie wiem jak im idzie – i się nie dowiem, więc nawet nie rozpatruję tego. Plus nie ma porównania, bo nie wiem na ile lepiej/gorzej by im było gdyby rozgrywali to etycznie. Mogę podejrzewać, że z mniejszą ilością fejk kont mieliby wyższe zasięgi, z lepszą obsługą klienta powinni mieć więcej zamówień, a z ciekawszymi treściami więcej interakcji również biznesowych, ale wystarczy, że nie będą umieli publikować i będą wklejać jakieś suchary – to po moich estymacjach 😉
          DeKa – ewidentie nie rozumiesz edge ranka. Jednym z istotnych wskaźników jest „historia” profilu: fanpage dostający codziennie 20 lajków ma lepszy zasięg niż ten, co ma po 3 lajki codziennie i 300 jednego dnia.
          Gdyby kotki były takie super, to inne marki nie wysilałyby się ze swoimi treściami tylko waliły kotkami i kawami.
          Poza tym – co z tego, że ktoś kliknie lubię to pod kotkiem? Oprócz podniety dla admina to nie wnosi nic. Zadaniem fanpage jest sprzedawać. Nie koty, nie lajki, nie zasięgi – sprzedawać nasz produkt (ew. budować wizerunek lub oferować obsługę klienta). Tworzenie własnych treści nie musi zajmować więcej czasu niż znalezienie kotka w sieci – słowo. Ale wymaga myślenia przez 10 sekund, a to 10 sekund dłużej niż przy kotku.
          Ludzie nie są infantylni – no chyba, że właśnie takich zebraliśmy na profilu publikując kotki. Marce nie zależy na posiadaniu 1000 fanów, z czego 10 je i lubi sushi, a 990 lubi kotki, tylko bazę 10 fanów sushi i już. Baza fanów dla bazy to jak posiadanie zimnej bazy w call center – każdy Ci powie, że to strata kasy, ale firmy to robią, bo wierzą, że a nuż ktoś niezainteresowany produktem przez przypadek się złapie. Ale koszt pozostałych 90%, którzy się nie złapią jest dużo wyższy niż to co się zarabia z tych 10%.
          Marki kochają przewalać budżety na nowych klientów srając na starych. A teraz wyobraź sobie, że zamiast kotka robi się promocję, że jak zamówisz sushi dla 2 osób, to zniżka na następne zamówienie pod warunkiem, że obie osoby zostawią recenzję.

          Prowadzenie fanpage to trudna praca, a ludziom się wydaje, że wrzucanie kotków załatwi sprawę. To nie jest kilkadziesiąt minut, chyba, że robisz to raz na jakiś czas. Praktyka czyni mistrza 😉
          Co z zaangażowania pod kotami wynika? Zaangażowanie dla zaangażowania to można robić na stronie fanowskiej Bozi albo fanów piaskownicy. Fanpage się prowadzi dla biznesu i to się musi przekładać. Konia z rzędem temu, kto udowodni, że posty o niczym są biznesowo dobre.

          Facebook nie ujawnia swoich badań. Ale wiemy, że patrzy też na treści (patrz ostatnia zmiana w edge rank) i na szerszą perspektywę publikującego i wiele innych czynników. Myślę, że nie patrzy czy to kotek czy ryba, ale patrzy, że skoro dany typ zdjęcia lubią te same osoby, a nie lubią innych treści, to there is something fishy going on (że zasunę żartem słownym 😉
          Zapraszam do mojego wpisu o modelu EEIA: http://czaplicka.eu/model-eeia/ – wyjaśnia czemu kotki nie sprzedają 😉

  • Zamawiałam kilkukrotnie, szczerze mówiąc byłam zadowolona!
    Fakt, najlepiej zadzwonić nim zgłodniejemy, bo zdarza się czekać od 14:00 do 20:30, jednak kusi cena, oferty promocyjne.
    Wszystko co zamówimy ‚na wynos’, przyjeżdża (nie wiedzieć czemu) obwiązane ‚fikuśną wstążeczką’, to miłe, że przy tak dużym ruchu, ktoś uznał, że warto to robić. 😉
    Składając zamówienie, zawsze mam wrażenie, że dodzwoniłam się do prężnie działającego call center, ale wszystko idzie niezwykle sprawnie, wszyscy są mili i służą radą.
    Kiedy jest wciąż zajęte, wystarczy napisać wiadomość FB z numerem telefonu, chwilkę później ktoś oddzwania, prosi o podanie zamówienia.
    Zgadzam się z tym, że profil jest nieco dziwny, często wpada mi kilka postów jednocześnie, co jest irytujące, że o kotkach nie wspomnę.
    Kocham zwierzątka, mocno, ale lubię ten profil, żeby nie przeoczyć oferty promocyjnej….

  • ooooo widzę, że tutaj właścicielka też zapukała i piszę już komentarze we własnej sprawie:-) poziom zero

  • Nigdy w lokalu Sushi Wola nie byłam ale niejednokrotnie zamawiałam u nich zestaw Warsaw czy Viva la Wola. I nie mogę mieć zastrzeżeń poza właśnie czasem oczekiwania. Teraz już się nauczyłam i zamawiam z wyprzedzeniem. Nigdy sama nie dzwonię – wypełniam formularz on-line na ich stronie i oddzwaniają do mnie w ciągu kilku minut. Co do jakości jedzenia nie mam żadnych zastrzeżeń. Choć faktycznie w zestawach jest dość dużo ryby grillowanej, na szczęście dodają darmowe rolki jakie się chce z 5 możliwych rodzajów więc automatycznie wzrasta ilość surowizny którą uwielbiam. Cenowo są bezkonkurencyjni. Dodatkowo nie mam uwag co do obsługi telefonicznej. Osoby z którymi rozmawiałam są miłe i uczynne. W Viva la Wola jest sałatka której nie lubię i bez problemu zamieniają mi ją na Miso, która przyjeżdża jeszcze ciepła. W pierwszych zestawach wg. moich potrzeb dostawałam zbyt mało wasabi i sosu sojowego więc przy kolejnych poprosiłam o dodatkowe porcje tego i bez dopłat ani marudzenia je dostaje. Co do wstążeczek, kwiatków i dekoracji z owoców – osobiście cenie sobie takie gesty tak samo jak liściki pisane odręcznie przyczepiane do torby z zestawem. To małe ale miłe gesty. I nie jestem fejkiem 😀 gdyby ktoś miał wątpliwości, a na Sushi Wola natrafiłam przypadkiem jakiś czas temu.
    Chciałam jeszcze dodać że ostatnio ilość kotów na ich FP spadła więc chyba wzięli krytykę do serca 🙂

    • To fajnie, że masz takie pozytywne doświadczenia i cieszę się, że wyciągnęli jakieś wnioski 😉
      niestety dostaję maile od osób, które nie miały tyle szczęścia, więc jeszcze jest pole do poprawy…

      • Monika Czaplicka – napisz proszę szczerze czy Ty to widzisz? Czy nie? Przypadkowy post odpowiadający na wszystkie uwagi, zachwalający idealnie jak ulotka z supermarketu:-) Tak sztuczne, że aż oczy bolą. Z Zomato zniknęli na chwile, ale na szczęście Zomato nie poddało się i wrócili z krytycznymi opiniami. Mali szydercy na Zomato opisali wszystko łącznie z groźbami. Powodzenia

        • Ale mnie to nie przeszkadza. Nie zamawiam stamtąd, a jeśli ktoś się daje, bo na 10 negatywnych komentarzy jest jeden pozytywny, to nie mój problem 😉
          mój blog jest o social media, a nie o jedzeniu…
          ja właśnie jem sushi własnej roboty. 30 min (z czego 14 gotowałam ryż) i duuużo dobrego 🙂

      • No mnie twoja jakoś nie…jakbyś zlecenie dostała…:(
        Serio taka posucha nikt nie chce cie już kupować?

  • Hejter to najtańsza siła robocza. Pracuje bez wypłaty, bez ZUS-u, nie potrzebuje firmowego auta ani komputera czy telefonu. Nie trzeba mu też płacić. Wszystko to robi za darmo, z czystego serca 🙂

  • Hahahaha, tyle czasu od artykułu, a dalej walczą. Zaraz Monika zaczną chcieć Cię skasować z internetu bo nie piszesz po i
    ch myśli:-) Kotki kontratakują. To jest przypadek na pracę doktorską.

  • Bardzo dobry artykul dla ludzi ktorzy zwracaja uwage na inne rzeczy niz tylko „cudowny lokal i ekipe pracujaca tam”. Autorka nie wspomniala tez o glosnej muzyce granej codziennie po 22 lub po 23 i smrodzie z wentylacji w lokalach czy tez na klatce lub pod balkonami. Tego to nikt nie widzi poza „hejterami”