Case study Felieton Kryzys

Oświadczenie Jerzego Ciszewskiego w sprawie Polskiego Stowarzyszenia Influencerów i Osób Aktywnych w Mediach Internetowych

Otrzymałam od Jerzego Ciszewskiego taki oto plik wyjaśniający wszystkie kwestie. Przeklejam go w całości, bez edycji (wycięłam tylko trochę niepotrzebnych przerw między akapitami). Mój komentarz na samym dole. Gdyby ktoś był zainteresowany powstała też strona Stowarzyszenia. Komentarz Jerzego Ciszewskiego podczas wysyłania mi pliku: „Szanowna Pani – tak to wygląda; jeśli coś jest niezrozumiałe bądź wymaga dodatkowego komentarza – służe pomocą; i też aby była jasność ten dokument, wyślę do wirtualnych, ktore raczyły się pochylić nad moją osobą oraz sam będę kolportował moimi kanałami – będę to robił w dniu dzisiejszym, miłęgo dnia”.
PS – pojawiam się w oświadczeniu jako przykład, ale to nie znaczy, że wspieram działalność stowarzyszenia, gdyby ktoś miał wątpliwości.

Jeśli nie wiesz o co chodzi przeczytaj co to jest Polskie Stowarzyszenie Influencerów i Osób Aktywnych w Mediach Internetowych.

Nie ma co gadać, koncertowo dałem d… y. Nie przygotowałem się odpowiednio do „zwodowania” Stowarzyszenia. Nie sądziłem, że to może być aż tak interesujące. Więcej – nie sądziłem, że to info ma jakąkolwiek wartość dla rynku. Nie przewidziałem również reakcji środowiska – internetowego. Na domiar złego dostałem #blackoutu i wdałem się w nawalankę w sieci ze wszystkimi – gdzie powiedzmy sobie szczerze – momentami nie byłem … dżentelmenem.

 

Dostało się odemnie nawet jakiemuś chłopakowi, który prowadzi stronę o hodowli kotów. Do diabła …. – pół życia miałem stada kotów, a całe życie spędzam z psami. Zawsze pochylam się nad zwierzakiem w potrzebie. Kolego – bardzo cię przepraszam ! Wybacz mi !  Tak – pivotalna wolta, którą wykonałem w sieci jest zaprzeczeniem absolutnie wszystkiego. Tak na to muszę uczciwie spojrzeć.

 

Źle przygotowałem komunikację o stowarzyszeniu – zrobiłem wszystko od końca. Sądziłem, że psa, a nawet kota  z kulawą nogą to nie zainteresuje. Skoro tak uznałem, nie opowiedziałem wcześniej – „co klasyk ma na myśli” tzn. Jakie cele to stowarzyszenie miałoby sobie postawić … no i tak naprawdę to był początek złego. W tym konkretnym przypadku intencja podstawowa była/jest taka, aby przyspieszyć procesy profesjonalizowania się branży bo po prostu szkoda czasu; zaś działalność  jest społeczną

 

W istocie muszę podziękować wszystkim krytykantom za to, że rzucili mi się do gardła – poważnie ! Ci co mnie znają, muszą słuchać moich gadek, że naszym największym wrogiem jest nasze ego oraz nasza arogancja. Moje ego i moja arogancja – na własne życzenie – zagoniły mnie w pułapkę do której udałem się jak rybka z rozdziawionym dziubkiem. Ta z hukiem się zatrzasnęła i mamy co mamy.  Ciszewski ponownie na afiszach – ale w tym przypadku: odrażający, brudny, zły.

 

Gdy w okolicy roku 2000’nego mojej firmie brakowało jakiś circa tydzień do wykonania spektakularnego bankructwa, miałem pretensję – do nie wiadomo kogo – bo … przecież tak się starałem, czytałem amerykańskie książki o zarządzaniu, wdrażałem nowoczesne oprogramowanie za gruby szmal itd., a tu masz …. (oczywiście to była moja wina, że doprowadziłem firmę do takiego stanu. Nie pamiętam dobrze, ale pracowało wtedy coś ze czterdzieści osób) …  – dopiero później, zrozumiałem, że los dał mi niebywałe doświadczenie, które pozwoliło mi w późniejszych latach uniknąć różnych fakapów tego typu. Więcej, z pomocą kilku bardzo zdolnych i pracowitych, ludzi udało się rozhulać „Ciszewski Public Relations” do niemożliwych rozmiarów, nie tylko jak na warunki polskie. Bieżącą sytuację, sam skonstruowałem; następnie utopiłem się w niej. Widzę więc dużo analogii do tego co działo kiedyś. Mam przekonanie, że coś dobrego i fajnego, w przyszłości się z tego urodzi.

 

W istocie  czułem się jak zaszczute zwierzę z którego różnymi otworami cieknie krew; kąsane i walone w łeb z różnych stron; ja zaś niezdarnie się odgryzałem. Takie sprawy takie chyba właśnie tak „rozgrywają w lesie”. Duża i wartościowa nauczka

 

Chciałbym wszystkich zainteresowanych przeprosić,  zaś Tych, których po ludzku zawiodłem – proszę o wybaczenie !

Teraz stowarzysznie i jego cele:

 

– opisywanie, badanie i popularyzowanie nowych kanałów przekazu w mediach internetowych i w społecznych sieciach internetowych  zwanych też social mediami oraz profesjonalizowanie funkcjonowania środowiska influencerów oraz wszystkich osób aktywnych w mediach internetowych i sieciach społecznościowych,

– kreowanie pozytywnego wizerunku środowiska influencerów.

– ochrona praw i interesów środowiska influencerów Polsce, w szczególności
reprezentowanie ich w kontaktach z instytucjami rządowymi i samorządowymi, sądami, urzędami, mediami tradycyjnymi i politykami.

– promocja profesjonalnych postaw i edukacja osób działających w środowisku influencerów

– realizacja celów Stowarzyszenia opiera się na pracy społecznej członków lub wolontariatu;

– pomoc w zdobywaniu różnorakich umiejętności i kompetencji koniecznych/przydatnych do pracy w sieci;

– w przyszłości, być może do prowadzenia swoich spraw Stowarzyszenie może zatrudniać pracowników, ale to odległa przyszłość;

– tak mniej więcej będzie wyglądał statut, Nie ma w nim nic „zaszytego” co by w jakikolwiek sposób, w czymkolwiek wchodziło w konflikt z daną, należącą (lub nie) do stowarzyszenia  osobą i jej interesami.

 

Reasumując

 

– stowarzyszenie ma pomagać i nic więcej; jeśli jakiś bloger, vloger  np. zapomni o tym, że trzeba zapłacić podatek dochodowy i ma coś do wyjaśnienia z urzędem skarbowym, zakładam, że będziemy w stanie wskazać firmę, która pomoże mu uporać się z problemem;

– jeśli okaże się, że jest jakiś problem prawny dot. praw autorskich czy czegokolwiek innego, zakładam, że będziemy w stanie wskazać jakaś kancelarię prawną, która specjalizuje się w danym zagadnieniu; może nawet uda nam się wynegocjować jakieś stawki preferencyjne dla tych ludzi.

– jeśli jakiś … młody człowiek z małej miejscowości będzie chciał zajmować się social media my najpierw zapytamy się np. Pani – Pani Moniko, czy ma Pani ochotę być mentorem dla Wojtka B. z Zawiercia np. w wymiarze dwóch godzin miesięcznie ? Jeśli Pani odpowiada – sory nie mam czasu ani ochoty. – My mówimy ok, rozumiem; idziemy dalej i pytamy inne osoby. Jeśli Pani odpowiada, „ … nie ma sprawy, mogę poświęcić te dwie godziny w m/cu na pomoc komuś kto potrzebuje…”;  My dajemy Wojtkowi B. kontakt do Pani i nasza rola w tej sprawie jest skończona.

– jeśli ktoś chce się podszkolić w występach przed kamerą, potrzebuje poprawić sobie wymowę …. Wskazujemy daną osobę lub firmę, która może takiemu zadaniu podołać; na tym rola stowarzyszenia się kończy, a zainteresowany sam rozlicza się z tą firmą; stowarzyszeniu nic do tego

……. wszystko to się dzieje oczywiście wtedy jeśli sam zainteresowany tego będzie chciał oraz bez kosztów na rzecz stowarzyszenia ….

– praca społeczna oznacza, że ja/my nie bierzemy kasy za cokolwiek w tej sprawie; być może, w przyszłości,  stowarzyszenie wprowadzi składki itd. aby móc funkcjonować;

– bieżące koszty założycielskie (prawnik, rejestracja) ponoszę ja wraz z moim wspólnikiem; dlaczego ? nie są to jakieś duże pieniądze; więcej czasu zmarnowałbym na różne korespondencje, spotkania, wyjaśniania; jeśli się nie uda – nasza strata, z optymizmem idziemy dalej.

Jeszcze Q&A

 

Postanie Polskiego Stowarzyszenia Influencerów i osób aktywnych w internecie

Q&A

 

Jaki jest cel powołania stowarzyszenia

 

– Od ponad 25 lat działamy w branży medialnej,  i uważamy, że mając okazje od kilku lat działać na nowo budującym się rynku mediów internetowych, możemy podzielić się doświadczeniem w umacnianiu i porządkowaniu przynajmniej w jakimś fragmencie takiej nieopisanej jeszcze przestrzeni. Zaczynaliśmy,  w branży mediów, PR, marketingu,  gdy tam panowała podobna sytuacja, i uważamy, że tylko, współprca, wymiana wiedzy, zestandaryzowanie, zsystematyzowanie uporządkowanie pozwoliło  na lata dynamicznego rozwoju zachwiane dopiero przez internet.

 

Jak definiujecie pojęcie influencer

 

– To nie jest kłopot znaleźć w necie, lub zbudować samemu, kolejną definicję, która będzie ułomna, poddana krytyce tylko po to, by podważyć sens jakiegoś działania. Liczymy, że prace w stowarzyszeniu pozwolą wypracować najszerszą z możliwych, a jednocześnie w miarę ostrą ale i akceptowalna przez wiekszość definicję  influencera. Zwracamy też uwagę, że na start postanowiliśmy rozszerzyć obszar prac, obszar opisu o osoby aktywne w internecie. Myślimy, że tylko współpraca blogerów, vlogerów itp. Z dziennikarzami piszącymi do platform medialnych, naukowcami, projeketantami stron i narzędzi internetowych może dać szansę na rozwój.

 

Czy w spotkaniu brał udział ktoś kto spełnia definicje

 

– Rozmawialiśmy z wieloma takimi osobami,  większość wyraziła chęć działania, kilka było entuzjastycznych, kilka z dystansem (z różnych powodów). Na spotkaniu, które zwołaliśmy dość szybko, by ruszyć miało pojawić się kilku przyszło dwóch ale już kolejni się zgłaszają. Poza tym wszyscy obecni na spotkaniu działają aktywnie w obszarze internetu.

 

Czy dane osoby mogą reprezentować środowisko i dbać o jego interesy.

 

– To pytanie świadczy o niezrozumieniu sytuacji. Na rodzącym się i nieuregulowanym rynku trudno jest stworzyć organizację (szczególnie na tak dynamicznym i pokawałkowanym rynku), która by mogła od razu reprezentować wszystkich. Jest to niemożliwe. Nasze zadanie to wypracować założenia wstępne, zebrać jak najwięcej kompetentnych, pozytywnie nastawionych ludzi i promować nasza strategię.

 

Jednocześnie co już zapisaliśmy w projekcie statutu chcemy pracować z innymi podobny organizacjami jeśli tylko –  w jakimś zakresie – stawiają sobie podobne cele.

 

Nie zakładamy, że dojdziemy do stanu idealnego, naszym celem jest poprawianie krok po kroku sytuacji na rynku internetowym. Jeśli obszar okaże się zbyt obszerny, będziemy ograniczać nasze obszary aktywności i zajmować się nimi kolejno

 

Czy istnieje związek miedzy profile pr a inicjatorami stowarzyszenia

 

– Oczywiście, że istnieje, Publicrelations to portal Jerzego Ciszewskiego, pomysłodawcy tego stowarzyszenia. Jerzy Ciszewski ma wiele aktywności w internecie. On sam jest osobą aktywną w życiu społecznym, również w mediach. Redagując i publikując co raz więcej tekstów o influencerach  uznał, że może warto by było wspólnie zebrać się. Zastanowić się w jaki sposób w przyszłości kształtować tą rzeczywistość, która z roku na rok będzie odgrywała coraz większą rolę w komunikacji, marektingu ale również będzie miała większe wpływy na nasze decyzje oraz życie.

 

Czy statut jest dostępny publicznie

Będzie dostępny, gdy nasze Stowarzyszenie zostanie zarejestrowane.  Główne jego założenia oparte są na następujących założeniach:

– Opisywanie, badanie i popularyzowanie nowych kanałów przekazu w mediach internetowych i w społecznych sieciach internetowych zwanych też social mediami;

– Przedstawianie i promowanie osób, organizacji, które funkcjonują w internecie, zajmując się różnymi tematami, opisującymi różnorakie rzeczywistości;

– Pomoc w profesjonalizacji funkcjonowania środowiska influencerów; osób aktywnych, działających w mediach internetowych i sieciach społecznościowych,
– Kreowanie pozytywnego wizerunku środowiska influencerów.
– Ochrona praw i interesów środowiska influencerów Polsce, w szczególności: reprezentowanie ich w kontaktach z instytucjami rządowymi i samorządowymi, urzędami państwowymi, mediami tradycyjnymi, politykami.
– Pomoc w nawiązywaniu kontaktów z: mentorami; ekspertami biznesowymi, doradcami: prawnymi, księgowymi, wizerunkowymi;

– Pomoc w nawiązywaniu kontaktów z innymi osobami działającymi w social mediach;
– Realizacja celów Stowarzyszenia opiera się na pracy społecznej członków.

– W przyszłości, być może do prowadzenia swoich spraw Stowarzyszenie będzie trzeba wynająć biuro oraz zatrudnić pracowników administracyjnych; w naszej ocenie jest to jednak daleka przyszłość.

Działamy społecznie; mamy swoje obowiązki zawodowe oraz rodzinne. Czas jaki możemy poświęcić na prace na rzecz stowarzyszenia jest ograniczony. Założyliśmy, że proces budowania tej struktury, potrwa dłuższy czas. Pierwszym krokiem jest rejestracja.

Jednocześnie, aby nie tracić czasu będziemy zbierali akces osób, które będą chciały – również społecznie – pracować nad misją, założeniami i celami jakie wyznaczy sobie stowarzyszenie. Będzie to praca nad dokumentem, stanowiącym fundament stowarzyszenia na przyszłość.

 

_________________________________________________________________________________________________________

Komentarz Moniki Czaplickiej (znaczy mój 😉

„koncertowo dałem d… y”

już sugeruje, że czeka nas bardzo interesujący komentarz do sprawy. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie używa kolokwializmów. Może nie w takich sytuacjach, ale rozumiem, że Pan Jerzy chciał pogadać mniej formalnie.

„Nie przygotowałem się odpowiednio do „zwodowania” Stowarzyszenia. Nie sądziłem, że to może być aż tak interesujące. Więcej – nie sądziłem, że to info ma jakąkolwiek wartość dla rynku.”

nieprzygotowanie? przykre dla specjalisty tego pokroju, ale się zdarza. Ale stwierdzenie, że Stowarzyszenie jest bezsensu? To po co je zakładać? I czy teraz zapraszane osoby mają uznać, że stowarzyszenie nagle ma wartość, jeśli sam jej prezes go nie widzi?

Nie przewidziałem również reakcji środowiska – internetowego.

Warto więc pogadać z kimś, kto się lepiej na nim zna? Przeciwdziałanie pomaga.

Na domiar złego dostałem #blackoutu i wdałem się w nawalankę w sieci ze wszystkimi – gdzie powiedzmy sobie szczerze – momentami nie byłem … dżentelmenem.

Osobliwe przyznanie się do winy, ale niech będzie 😉 Cieszę się, że miał odwagę się przyznać. To pozytywne.

Potem jest osobliwe wyznanie o zwierzętach.

Kolego – bardzo cię przepraszam ! Wybacz mi !

Och, są i przeprosiny. Co prawda tylko do kolegi Mieszka, ale zawsze 😉 PS Mieszka nie jest hodowcą, ale rozumiem, że Pan Jerzy nie Googlał Mieszka, który jest nikim, bo nie zrobił niczego dobrego dla ludzkości 😉 (o co chodzi?)

Źle przygotowałem komunikację o stowarzyszeniu – zrobiłem wszystko od końca. Sądziłem, że psa, a nawet kota  z kulawą nogą to nie zainteresuje. Skoro tak uznałem, nie opowiedziałem wcześniej – „co klasyk ma na myśli” tzn. Jakie cele to stowarzyszenie miałoby sobie postawić … no i tak naprawdę to był początek złego.

Pomijam, że znowu Pan Ciszewski podkreśla bezsens swojego stowarzyszenia, ale nadal nie rozumiem dlaczego:

a) w ogóle je zrobił

b) skoro robił olał przygotowanie (nawet, jeśli miałoby nie być interesujące)

c) założył stowarzyszenie… BEZ CELU

a nie, jednak jest:

W tym konkretnym przypadku intencja podstawowa była/jest taka, aby przyspieszyć procesy profesjonalizowania się branży bo po prostu szkoda czasu; zaś działalność  jest społeczną

Panie Jerzy, zwrócę się personalnie. Profesjonalizowanie branży nieprofesjonalnym stowarzyszeniem brzmi niestety bardzo źle. Pomijam skąd wnioski, że branża nieprofesjonalna, że profesjonalizacji potrzebuje i dlaczego akurat działalność społeczna, a nie komercyjna.

Ci co mnie znają, muszą słuchać moich gadek, że naszym największym wrogiem jest nasze ego oraz nasza arogancja. Moje ego i moja arogancja – na własne życzenie – zagoniły mnie w pułapkę do której udałem się jak rybka z rozdziawionym dziubkiem. Ta z hukiem się zatrzasnęła i mamy co mamy.  Ciszewski ponownie na afiszach – ale w tym przypadku: odrażający, brudny, zły.

Miło, że wiemy na co zwalić winę, ale jakoś jestem zwolenniczką oświadczeń, w których mniej jest o nas i samobiczowania, więcej konkretów.

Potem długi akapit jak było źle, a potem „udało się rozhulać „Ciszewski Public Relations” do niemożliwych rozmiarów, nie tylko jak na warunki polskie„, czyli trochę rys historyczny, trochę biczowania, ale pamiętajmy z kim mamy do czynienia.

Mam przekonanie, że coś dobrego i fajnego, w przyszłości się z tego urodzi.

Mnie chwilowo brakuje, ale trzymam kciuki.

W istocie  czułem się jak zaszczute zwierzę z którego różnymi otworami cieknie krew; kąsane i walone w łeb z różnych stron; ja zaś niezdarnie się odgryzałem. Takie sprawy takie chyba właśnie tak „rozgrywają w lesie”.

Rozumem, że poniosły emocje, ale… wydaję mi się, że trochę czego innego oczekujemy od specjalisty tego pokroju, mężczyzny dojrzałego (zarówno życiowo, jak i zawodowo). Przekładając na inny grunt – jeśli klient pana Ciszewskiego będzie miał problem i ktoś go zaatakuje za słabą pracę też będzie się odgryzał np. dziennikarzom pogrążając klienta?

PS ewidentnie zabrakło Prosecco – aka wyjście z lasu w tym wypadku 😉

Chciałbym wszystkich zainteresowanych przeprosić,  zaś Tych, których po ludzku zawiodłem – proszę o wybaczenie !

Są i przeprosiny 🙂 dla wszystkich. I empatia.

Mamy próbę poprawy poprzez uzupełnienie brakujących elementów z zeszłego tygodnia, m.in. celów:

– opisywanie, badanie i popularyzowanie nowych kanałów przekazu w mediach internetowych i w społecznych sieciach internetowych  zwanych też social mediami oraz profesjonalizowanie funkcjonowania środowiska influencerów oraz wszystkich osób aktywnych w mediach internetowych i sieciach społecznościowych,

Nowe kanały przekazu (co?) w czym? Znaczy internecie w ogóle? „społecznych sieciach internetowych  zwanych też social mediami” – da faq?

no i nadal nie wiemy kto to influencer i osoba aktywna – każda z kontem? Postująca codziennie?

– kreowanie pozytywnego wizerunku środowiska influencerów.

U kogo? Dlaczego? Jak?

– ochrona praw i interesów środowiska influencerów Polsce, w szczególności
reprezentowanie ich w kontaktach z instytucjami rządowymi i samorządowymi, sądami, urzędami, mediami tradycyjnymi i politykami.

Ochrona przed kim? Dlaczego Pan Ciszewski chce nas reprezentować przed rządem? Z jakiego tytułu? WHAT?

– promocja profesjonalnych postaw i edukacja osób działających w środowisku influencerów

Jak? I dlaczego profesjonalnych postaw ma mnie uczyć ktoś, kto się zachował mało profesjonalnie?

– realizacja celów Stowarzyszenia opiera się na pracy społecznej członków lub wolontariatu;

Dlaczego? Żeby było taniej i bez problemu?

– pomoc w zdobywaniu różnorakich umiejętności i kompetencji koniecznych/przydatnych do pracy w sieci;

Ale… to mamy influencerów i osoby aktywne, które „umiejo w internety” czy ludzi, których chcemy dokształcać? Szkółka niedzielna? Zostań influencerem w weekend?

– w przyszłości, być może do prowadzenia swoich spraw Stowarzyszenie może zatrudniać pracowników, ale to odległa przyszłość;

„prowadzenia spraw”? i dlaczego dopiero odległa przyszłość? czy nie można się zgłosić o granty już teraz? (bo tak się finansuje często stowarzyszenia, jeśli nie przez składki członkowskie)

– tak mniej więcej będzie wyglądał statut, Nie ma w nim nic „zaszytego” co by w jakikolwiek sposób, w czymkolwiek wchodziło w konflikt z daną, należącą (lub nie) do stowarzyszenia  osobą i jej interesami.

Takie zdanie zapewnia, że zaczynam się zastanawiać o uczciwości autora, co można zaszyć i w jaki sposób można by konfliktować się z członkami i członkiniami stowarzyszenia

jeśli jakiś bloger, vloger  np. zapomni o tym, że trzeba zapłacić podatek dochodowy i ma coś do wyjaśnienia z urzędem skarbowym, zakładam, że będziemy w stanie wskazać firmę, która pomoże mu uporać się z problemem

O bogini!

Ale… serio? rozumiem, że stowarzyszenie ma zatrudnionego radcę czy prawnika (tak działa wiele stowarzyszeń, m.in. Kampania Przeciw Homofobii, w której byłam), ale pisanie o tym, że bloger zapomni zapłacić podatek i się znajdzie firmę, która mu pomoże?

Potem przykład praw autorskich – lepszy, mam nadzieję, że Pan Ciszewski zakłada, że ktoś okradnie blogera, swoją drogą zauważcie, że już się pojawia bloger/vloger. No i zniżeczka będzie.

Ułatwiając – Panie Jerzy. Sprawami prawnymi wśród influencerów zajmuje się m.in. Vagla, Wojtek czy, np. w moim przypadku: K2Legal.

– jeśli jakiś … młody człowiek z małej miejscowości będzie chciał zajmować się social media my najpierw zapytamy się np. Pani – Pani Moniko, czy ma Pani ochotę być mentorem dla Wojtka B. z Zawiercia np. w wymiarze dwóch godzin miesięcznie ? Jeśli Pani odpowiada – sory nie mam czasu ani ochoty. – My mówimy ok, rozumiem; idziemy dalej i pytamy inne osoby. Jeśli Pani odpowiada, „ … nie ma sprawy, mogę poświęcić te dwie godziny w m/cu na pomoc komuś kto potrzebuje…”;  My dajemy Wojtkowi B. kontakt do Pani i nasza rola w tej sprawie jest skończona.

Do tego również nie jest potrzebne stowarzyszenie. Pomijam, że się to – np. staże, bo tak to traktuję – już rozwiązuje samoistnie (i nadal profesjonalnie 😉 ), ale jakoś nie widzę, żeby to działało. Czy jak przyjdę do stowarzyszenia lekarzy i powiem, że chcę 2 godziny miesięcznie uczyć się bandażowania, to też  mi dadzą mentora?
PS. jestem przykładem influencera w oświadczeniu! Hu hu 😀 A na serio – wykorzystano moje nazwisko, ale jak na razie nie planuję przystępowania do tego stowarzyszenia, więc jak ktoś chce mentoringu, to musicie napisać na maila – bez pośrednictwa. Dacie radę?

PS 2 chyba nie tylko ja nie chcę przystąpić do PSIiOAwMI.

edit: 15:40 są już 4 zgłoszenia

Jeśli Wojtek z Zawiercia (50 tys. miasto!) chce zajmować się social media, musi poczytać, popracować i dokształcić się. Nie 2 godziny miesięcznie ze mną, tylko albo iść na staż albo kurs/szkolenie.

– jeśli ktoś chce się podszkolić w występach przed kamerą, potrzebuje poprawić sobie wymowę …. Wskazujemy daną osobę lub firmę, która może takiemu zadaniu podołać; na tym rola stowarzyszenia się kończy, a zainteresowany sam rozlicza się z tą firmą; stowarzyszeniu nic do tego

Z tego, co zostało tu opisane, to zadaniem stowarzyszenia jest bycie Panoramą Firm dla internetu, ze specjalizacją w rzeczach, które mogą być interesujące dla ludzi internetu. To nie stowarzyszenie, a najwyżej portal z kilkoma adresami i numerami telefonów i możliwością zadania pytania czy znajdzie się ktoś, kto pomoże w czymś tam.

– praca społeczna oznacza, że ja/my nie bierzemy kasy za cokolwiek w tej sprawie; być może, w przyszłości,  stowarzyszenie wprowadzi składki itd. aby móc funkcjonować;

– bieżące koszty założycielskie (prawnik, rejestracja) ponoszę ja wraz z moim wspólnikiem; dlaczego ? nie są to jakieś duże pieniądze; więcej czasu zmarnowałbym na różne korespondencje, spotkania, wyjaśniania; jeśli się nie uda – nasza strata, z optymizmem idziemy dalej.

Czyli wizja składek jest – czemu nie teraz? Czemu nie działać profesjonalnie? Członkowie opłacając składki mogliby „zatrudnić” w ten sposób prawnika dla tych, których na niego nie stać. I wielkie dzięki Panie Ciszewski za łaskę opłacenia rejestracji Pana stowarzyszenia, w którym jest Pan prezesem 😉 PS. na fanpage zabrakło podpisu. Ja wiem kto pisał, bo dostałam priva, ale sztuka wymaga, żeby podpis pod oświadczeniem w pierwszej osobie był.
PS czy ktoś wie kto jest wspólnikiem czy wszyscy muszą Googlać?

Od ponad 25 lat działamy w branży medialnej,  i uważamy, że mając okazje od kilku lat działać na nowo budującym się rynku mediów internetowych, możemy podzielić się doświadczeniem w umacnianiu i porządkowaniu przynajmniej w jakimś fragmencie takiej nieopisanej jeszcze przestrzeni. Zaczynaliśmy,  w branży mediów, PR, marketingu,  gdy tam panowała podobna sytuacja, i uważamy, że tylko, współprca, wymiana wiedzy, zestandaryzowanie, zsystematyzowanie uporządkowanie pozwoliło  na lata dynamicznego rozwoju zachwiane dopiero przez internet.

Czo? Nieopisana przestrzeń? Umacnianie i porządkowanie? Panie Jerzy! Gdyby Pan bywał na wydarzeniach dla blogerów/influencerów, uczestniczył w naszych grupach, wiedziałby Pan, że wymiana wiedzy jest bardzo płynna, są specjale firmy, które zajmują się wieloma z opisanych przez Pana rzeczy i naprawdę dynamiczny rozwój internetu odbywa się bez Pana udziału – może szokujące, ale tak jest. Co więcej – bycie Panoramą Firm dla blogerów i innych twórców nie umacnia i nie porządkuje niczego.

To nie jest kłopot znaleźć w necie, lub zbudować samemu, kolejną definicję, która będzie ułomna, poddana krytyce tylko po to, by podważyć sens jakiegoś działania. Liczymy, że prace w stowarzyszeniu pozwolą wypracować najszerszą z możliwych, a jednocześnie w miarę ostrą ale i akceptowalna przez wiekszość definicję  influencera. Zwracamy też uwagę, że na start postanowiliśmy rozszerzyć obszar prac, obszar opisu o osoby aktywne w internecie.

Nie skomentuję, że definicję influencera można sobie znaleźć w sieci. Panie Jerzy – nie pytamy o definicję, żeby krytykować, tylko po to, żeby wiedzieć dla kogo to stowarzyszenie. Lekarze, właściciele nieruchomości, przewodnicy turystyczni – to są mniej lub bardziej określone grupy. A ludzie aktywni w internecie, to jest frazes oznaczający każdego (jak widać Wojtka z Zawiercia też). To może Stowarzyszenie Internetu po prostu? I czemu tylko na start są ci aktywni? Potem zostaną usunięci? What?

Myślimy, że tylko współpraca blogerów, vlogerów itp. Z dziennikarzami piszącymi do platform medialnych, naukowcami, projeketantami stron i narzędzi internetowych może dać szansę na rozwój.

Panie Jerzy, po raz kolejny, to się dzieje: z lub bez pana udziału. Blogerzy i inni twórcy mają swoje strony, które ktoś im robi, są w kontakcie z dziennikarzami (na tyle, na ile to potrzebne), a twórcy narzędzi internetowych, w przeciwieństwie do Pana, bywają na spotkaniach z nami. Ci naukowcy uroczy, ale też dajemy radę – albo badamy się sami (piszę jako dyplomowana socjolożka, myśląc też np. o Natalii Hatalskiej) albo są naukowcy, którzy dają sobie radę, żeby się z nami, przedmiotem badania, skontaktować.

Internet sobie świetnie radzi bez Stowarzyszenia, którego na razie jedyną funkcją jest bycie Yellowpages.

Rozmawialiśmy z wieloma takimi osobami,  większość wyraziła chęć działania, kilka było entuzjastycznych, kilka z dystansem (z różnych powodów). Na spotkaniu, które zwołaliśmy dość szybko, by ruszyć miało pojawić się kilku przyszło dwóch ale już kolejni się zgłaszają. Poza tym wszyscy obecni na spotkaniu działają aktywnie w obszarze internetu.

Patrząc po reakcjach wielu influencerów, których znam, nie zapuścił się Pan w „nasze” rejony internetów (#ciągletesamegęby). Nie wiem jakich dwóch influencerów przyszło na spotkanie, ale jeśli są takimi jak Pan jest influencerkiem (cytując) od Japonii, to Stowarzyszenie Internetu brzmi uczciwiej. Tak czy siak – w zarządzie same media i PR.

To pytanie świadczy o niezrozumieniu sytuacji. Na rodzącym się i nieuregulowanym rynku trudno jest stworzyć organizację (szczególnie na tak dynamicznym i pokawałkowanym rynku), która by mogła od razu reprezentować wszystkich. Jest to niemożliwe. Nasze zadanie to wypracować założenia wstępne, zebrać jak najwięcej kompetentnych, pozytywnie nastawionych ludzi i promować nasza strategię.

To raczej świadczy o niezrozumieniu środowiska, panie Ciszewski. Przed Panem była już inna organizacja, założona przez blogerów/vlogerów itd. a jednak rozwiązała się. Dlaczego? Właśnie dlatego, że wiele osób czuło się przez nią nie reprezentowanych. Śledzenie chociażby tego rysu historycznego jest w Pana najlepszym interesie i brak znajomości tej sytuacji świadczy, po raz kolejny, że przyszedł Pan do internetu i próbuje wyważyć otwarte drzwi, krzycząc, że są bardzo zamknięte, wszyscy są się dostać, ale Pan je łaskawie dla nas otworzy.

Stowarzyszenie nigdy nie będzie reprezentowało wszystkich (jak każde). Ale jeśli chce Pan reprezentować część (obojętnie jaką) – warto mieć minimum legitymizacji do tego. Nie jest Pan częścią środowiska, nie ma Pan o nim pojęcia, w Stowarzyszeniu nie ma influencerów, co więcej – potencjalnych chętnych potraktował Pan tak, a nie inaczej, odgryzając się, przyznaje się Pan do nieprzygotowania, ale bardzo chce Pan robić coś, tylko nie wiadomo co, bo na razie to pośrednik między twórcami a firmami, taki trochę alfons dający ochronę i polecający innych chłopaków od załatwiania spraw.

Pojawia się też strategia. Ona powinna mieć cel. Czy celem jest porządkowanie internetu, by mógł się dynamicznie rozwijać? Tak, wiem, strategię dopiero się wypracuje jak będzie więcej kompetentnych i pozytywnie nastawionych ludzi. I tak, czuję się już wykluczona, bo nie jestem nastawiona pozytywnie, więc lepiej, żebym się nie zapisywała, prawda? Po raz kolejny okazuje się, że stowarzyszenie powstało, bo Pan odkrył internet i to, że PR już nie ma takiego znaczenia jak kiedyś, więc, żeby zostać na karuzeli, to łapie się Pan czegokolwiek. Niestety – dobry aktor wie, kiedy zejść ze sceny w blasku jupiterów, a nie dawno po zakończeniu spektaklu.

pracować z innymi podobny organizacjami jeśli tylko –  w jakimś zakresie – stawiają sobie podobne cele

czyli kto?

poprawianie krok po kroku sytuacji na rynku internetowym

czyli co?

Redagując i publikując co raz więcej tekstów o influencerach  uznał, że może warto by było wspólnie zebrać się. Zastanowić się w jaki sposób w przyszłości kształtować tą rzeczywistość, która z roku na rok będzie odgrywała coraz większą rolę w komunikacji, marektingu ale również będzie miała większe wpływy na nasze decyzje oraz życie.

Panie Jerzy. Piszę np. artykuły o szlifierkach i papierze ściernym. Z tego powodu nie uznaję, że zostanę np. mechanikiem. To po pierwsze. Po drugie – rzeczywistość jest kształtowana w trochę bardziej skomplikowany sposób niż doradzanie Wojtkowi z Zawiercia mentora czy polecanie blogerom firmy, która wyciągnie ich z niepłacenia podatków. „Tę rzeczywistość” (cokolwiek to jest?) kształtujemy my, influencerzy swoją pracą i działaniem i owszem – to, co robimy ma coraz większą rolę w komunikacji np. marek. I tak, wpływam na decyzje np. zakupowe wielu osób, którzy nam ufają. Ale to nadal nie wyjaśnia dlaczego akurat Pan, dlaczego tak i jak to ma działać. Może lata temu, jak powstawał Związek Firm Public Relations, to tego typu frazesy sprzedawały ideę. Ale my, pokolenie Y, Z, Millenialsów, czy jak zwał, tak zwał, nie kupujemy tego. Komentarze na publicrelations.pl to potwierdziły. Z resztą – fakt, że masa osób nie ma pojęcia kim Pan jest, sugeruje, że warto zacząć od kroku 0, czyli nie opowiadania o kształtowaniu rzeczywistości, tylko dania się poznać. Nikt nie lubi, kiedy na jego imprezę wpada niezaproszony gość i krzyczy, że on wie jak uzdrowić tę imprezę, która, swoją drogą, ma się bardzo dobrze.

Pomoc w nawiązywaniu kontaktów z: mentorami; ekspertami biznesowymi, doradcami: prawnymi, księgowymi, wizerunkowymi;

Pomoc w nawiązywaniu kontaktów z innymi osobami działającymi w social mediach;

Dziękuję, mamy internet. Radzimy sobie jakoś. Nie potrzebuję pośrednika, żeby napisać do prawnika czy księgowej. A jeśli potrzebuję z polecenia – pytam kogoś ze znajomych, komu ufam, a nie zwracam się do organizacji, bo dostanę zniżeczkę 😉

Działamy społecznie; mamy swoje obowiązki zawodowe oraz rodzinne. Czas jaki możemy poświęcić na prace na rzecz stowarzyszenia jest ograniczony. Założyliśmy, że proces budowania tej struktury, potrwa dłuższy czas. Pierwszym krokiem jest rejestracja.

Struktury? Stowarzyszenie, oprócz wymogów formalnych typu statut i rejestracja, wymaga 15 członków i członkiń, paru funkcji (typu zarząd, komisja rewizyjna etc.) i tyle. Współcześni licealiści/studenci są w stanie założyć stowarzyszenie bez wielkich ceregieli (pozdrawiam m.in. Bez!Miar, w którym również byłam 😉 ). I serio – prawie wszyscy w NGOsach mają obowiązki zawodowe i rodzinne – niewielu jest takich działaczy czy działaczek, którzy pracują na pełny etat w organizacji. Problemem nie jest brak czasu (a jeśli jest, to nie zachęcam do zakładania takiego stowarzyszenia), a fakt, że powstaje stowarzyszenie bez uzasadnienia dlaczego akurat tak. Klub przyjaciół Internetu też byłby całkiem fajny, bez składek, rejestracji itd, nadal mógłby robić to wszystko co stowarzyszenie. O firmie nie wspomnę (tu więcej rejestracji, ale nadal…)

 

Jednocześnie, aby nie tracić czasu będziemy zbierali akces osób, które będą chciały – również społecznie – pracować nad misją, założeniami i celami jakie wyznaczy sobie stowarzyszenie. Będzie to praca nad dokumentem, stanowiącym fundament stowarzyszenia na przyszłość.

Wszystko jest robione na szybko, ale czasu brak. To dlaczego tak? Czemu nie można zrobić profesjonalnie (o co tak postulujecie) i powoli? Dlaczego najpierw jest rejestracja, a potem dopiero praca nad stowarzyszeniem? Dlaczego najpierw jest ogłoszenie, a dopiero potem rejestracja? I czemu najpierw jest materiał prasowy, a dopiero potem Pan Jerzy się zastanawia nad… celem stowarzyszenia?

Strona internetowa to też koszmarek: „Działamy na tym rynku i chcemy się uczyć więcej i szybciej, ale nie stać już nas na tracenie energii. Na to na pewno jesteśmy za starzy!”

WHAT THE FUCK?

Znowu: „Założyciele Polskiego Stowarzyszenia Influencerów i Osób Aktywnych w Mediach Internetowych zapraszają do współpracy wszystkie osoby, środowiska i firmy, które działają na tym obiecującym rynku.”

Ale oni czytają to, co do nich piszemy, prawda? Chociaż…

 

To jest tak złe na tak wielu poziomach, że 3 godziny zajęło mi śmianie się i komentowanie tego. Kiedy dostałam przedwczoraj prywatną wiadomość od Pana Jerzego, pomyślałam, ze fajnie, że widać, że klasa, że osobiście to rozwiązuje, szczególnie, że nie tylko ja.

Trochę nieformalny język, ale… Wczoraj jeszcze dostałam informację, że jednak się nie wyrobi, że jednak dziś. Dziś dostałam (wklejone u góry tekstu). I o.

Dostałam też screeny od Mateusza (żeby nie było, że tylko ze mną Pan Jerzy rozmawiał).

 

Panie Jerzy! Proszę się zatrzymać na chwilę z tym wszystkim co Pan robi i przemyśleć raz jeszcze co i jak. 5 dni oddechu majówkowego (zakładając, że w piątek jeszcze się Pan odgryzał) niestety nie pomogły na złapanie równowagi między głową a siedzeniem, jak mawia mój tata, i nadal jest źle. Poczynając od idei, legitymizacji, przez stronę, oświadczenie, aż po język, błędy… Rozumiem dobre intencje, wspieram, ale polecam złapanie oddechu. Zachęcam też do poproszenia o pomoc kogoś z zewnątrz – może świeża krew wleje trochę równowagi.

Jak na razie – oświadczenie podtrzymuje wszystkie problemy, które pojawiły się w czwartek przy materiale prasowym, a zamiast rozwiązać kryzysik, raczej go Pan spotęgował. A chyba jednak nie o to chodziło.

 

Screeny z Fejsa pochodzą, niecnie!, z grupy Blogerzy Brainsztormują. Kolejnej grupy gdzie Pana Ciszewskiego nie ma.